Chłopaki z pracy stwierdzili, że należy mi się w końcu porządne przywitanie i wyciągnęli mnie w sobotę na "balety". Rozpoczęliśmy w pubie Bubbles O'Learys, tradycyjnym miejscu spotkań "białasów". Cośtam zjedliśmy, wypiliśmy, ale jako że DJ prezentował poziom dyskotek na koloniach w klasach 1-4 (Winamp, 20 piosenek w kółko, nagła zmiana najczęściej w połowie utworu) postanowiliśmy się przenieść do klubu "Cayenne".Wydarzeń stamtąd ciężko zapomnieć, pomimo "zmęczonego" stanu ;)
W klubie tym, jak w wielu w Ugandzie, wręcz roi się od dziewczyn, które za parę dolarów chętnie pójdą do łóżka. W Polsce oczywiście również jest prostytucja, ale proszę Państwa, to jest inna liga. U nas jeśli ktoś nie jest zainteresowany usługami, to nie jest, i kropka. Tutaj w 5 minut po przyjściu do lokalu podchodzi do mnie "panna", i rozwala mnie serią 3 pytań:
Pytanie 1: Czy z kimś jesteś?
Odp 1: Tak, z przyjaciółmi
Pytanie 2: Do you want to fuck? (Pozostawię w oryginale...)
Oczywiście zdurniałem kompletnie, ale Mama wychowała mnie na grzecznego chłopca, więc mówię:
Odp. 2: Nie, nie chcę, zostaw mnie w spokoju.
Pytanie 3: Dlaczego nie chcesz? Uważasz że jestem paskudna?
No i tu kompletnie mnie laska rozwaliła.... widzę że znajomi już płaczą ze śmiechu, więc skwitowałem to krótko:
Odp. 3: Jestem żonaty i niczego nie szukam, idź sobie.
Ekipa oczywiście tylko czekała aż mnie któraś "gwiazda" zaatakuje żeby mieć okazję do polewki, ale szczęśliwie ta poszła sobie.
Tego wieczoru nie skończyło się na jednym ataku. Okazuje się że dziewczyny pracujące potrafią być tutaj bardzo nachalne. Zaczepiają co chwilę, i albo powtarzają tę samą regułkę, albo już wiedząc że nie jestem zainteresowany robią tylko oczy jak Kot ze Shreka.
Podsumowując: raj dla singli szukających wrażeń, nie do końca super wrażenia dla kogoś kto woli od takowych wrażeń pozostawać z daleka.
P.S. Ale muza w drugim lokalu była spoko ;)
Kategorie:


hehehe ciekawe ciekawe! miales rwanie i tyle! :P
s.d
Żadne rwanie, standardowa procedura ;)
Hmmm, a co grali? ;-)))
Właściwie, to nie była tak źle... chineczki w portowych miastach potrafiły łapać za ręce (koledzy opowiadali) i wprost namawiać - w swoim narzeczu, oczywiście. Brzmi to dokładnie "diangbadziangba (fonetycznie)). Te przynajmniej pytały...
Ale swoją drogą, jeszcze nigdy chyba nie odmówiłeś tylu dziewczynom/kobietom seksu, prawda?